Wydawać by się mogło, że im kto bogatszy tym zdrowszy, prawda? Czytaj o rzeczywistym wpływie (nie)równości społecznej na zdrowie. |
| Leczenie czy zdrowienie? |
|
Zdrowie jest częstym tematem, który gości w naszym życiu. A właściwie nie tyle zdrowie, ile choroby. A jak są choroby, to pojawia się i leczenie. Chorują wszyscy - jedni krótko, ostro, inni dłużej, a jeszcze inni na zawsze, czyli przewlekle. Praktycznie wszyscy też się „jakoś” leczą. Na czym właściwie polega to leczenie - czy są jakieś ogólne prawidła, które nim kierują? Zastanówmy się, jakich rezultatów możemy się spodziewać i czy otrzymujemy w istocie to, o co nam chodzi? Czy objawy niepożądane leków mogą pomóc w określaniu kierunku takiego leczenia? Lecząc się na pewno chcemy pozbyć się dolegliwości, ale jak już wspominaliśmy - brak dolegliwości to jeszcze nie zdrowie. Skoro powszechne stosowane leczenie sprowadza się do działania przeciwko dolegliwościom, to pojawia się wątpliwość, czy jest to właściwe, skoro coraz więcej osób w coraz młodszym wieku zapada na choroby przewlekłe, czego przykładem może być cukrzyca? No i dlaczego choroby przewlekłe są wręcz synonimem chorób nieuleczalnych? Czy tak musi być, że albo już zawsze trzeba zażywać leki działające na ich objawy, albo ciągle obawiać się nawrotu choroby? (np. nawet „wyleczony” rak uznawany jest obecnie za chorobę przewlekłą - niezależnie czy minęło 5 czy więcej lat bez wznowy, a dawniej było to wystarczające kryterium „wyleczenia”). Spójrzmy pod tym kątem na dwie duże, powszechnie stosowane i przełomowe w rozwoju medycyny grupy leków - antybiotyki i kortykosteroidy. W cywilizowanym świecie kontakt z nimi mieli praktycznie wszyscy... AntybiotykiDziałanie na bakterie pierwszego z antybiotyków, penicyliny, odkrył szkocki bakteriolog Aleksander Fleming w 1928 roku. Ich sukces był szczególnie znamienny w czasie II wojny światowej, gdzie ocaliły życie wielu osób. W latach powojennych zaczęto je stosować masowo, i tak stosuje się je aż do chwili obecnej. Bez nich nowoczesna medycyna przestałaby praktycznie funkcjonować. W ocenie dr. n. med. Pawła Grzesiowskiego i mgr. Jarosława Walorego z Zakładu Immunologii i Profilaktyki Zakażeń Centralnego Laboratorium Surowic i Szczepionek w Warszawie może to nastąpić w ciągu kilku do kilkunastu lat1:
Proces utraty skuteczności przez antybiotyki jest nieunikniony i wynika z kierunku działania medycyny konwencjonalnej. Przyjrzyjmy się istocie ich działania leczniczego - polega ona na zabijaniu, ewentualnie hamowaniu wzrostu bakterii, które wywołują objawy chorobowe. Wraz z wyginięciem bakterii objawy mijają i pacjent jest pozornie wyleczony. Dlaczego pozornie? Podatność na zakażenia bakteryjne w ten sposób się nie zmienia, a często wręcz odwrotnie - np. mali pacjenci zapadają „regularnie” na infekcje, na które jest podawany kolejny antybiotyk. Zależność między taką podatnością a zdrowiem uzmysławia nam tragiczna historia „chłopca z bańki”. Dziecko to zostało od początku odizolowane od środowiska i znajdujących się w nim patogenów przez plastikowy pęcherz ochronny. Mimo ciężkiej wrodzonej podatności na zakażenia nigdy na nie nie chorowało, nigdy nie miało ich objawów. Czy oznacza to, że było zdrowe? Obecnie taką „bańkę ochronną” dla dzieci tworzą antybiotyki... Dodatkowo niektóre antybiotyki wpływają na procesy enzymatyczne organizmu oraz oddziaływują na układ nerwowy. Zaburzają też równowagę bakteryjną, przyczyniając się nie tylko do antybiotykooporności, ale również powodując upowszechnianie się grzybicy i otyłości, która staje się obecnie epidemią cywilizacyjną. Dzięki antybiotykom z pewnością jako populacja zyskaliśmy dłuższe życie, ale też przysporzyły nam bardzo wielu kłopotów. Wiele z chorób zakaźnych, które dzięki nim opanowaliśmy, przeżywa obecnie swój renesans - prof. Andrzej Gładysz, specjalista chorób zakaźnych, prorokuje nawet, że tak może będzie wyglądał koniec znanego nam świata (a z pewnością świata współczesnej medycyny). Dodatkowo zbyt powszechne stosowanie antybiotyków powoduje, że organizm nie nabiera wprawy w obronie przed pospolitymi bakteriami, a jednocześnie jest całkiem prawdopodobne, że poprzez nadmierną eliminację patogenów nie zachodzi adekwatne dojrzewanie powiązanego w jedną całość układu psychoneuroimmunologicznego. Rzeczywistych skutków tego nie znamy, ani nie potrafimy zbadać. Związek ten wydają się jednak potwierdzać statystyki wykazujące wzrost liczby coraz młodszych osób chorych na choroby przewlekłe oraz narastająca niedojrzałość emocjonalna z brakiem odpowiedzialności za siebie i otoczenie, co pokazują obserwacje wychowawców, badania obserwacyjne2 i jak to np. opisuje Aleksander Lowen3. Czy to nie medycyna konwencjonalna promuje niesamodzielność zdrowia, wyręczanie organizmu praktycznie we wszystkim? Dlaczego taka postawa, wspierana reklamami i autorytetami, nie miałaby być przyjmowana przez społeczeństwo? KortykoidyDruga grupa leków powszechnie stosowanych obecnie w praktyce medycznej to glikokortykoidy (inaczej - steroidy, a dawniej sterydy), czyli hormony kory nadnerczy i ich pochodne. Zaczęto je badać pod względem medycznym w latach 40 XX wieku. Wtedy określano je jako substancja E. Nazwa kortyzon (od łacińskiego cortex - kora) została nadana później. Pierwsze próby leczenia niedomagań kory nadnerczy zakończyły się bez powodzenia. Dopiero gdy badający je lekarze - Hench i Kendall - postanowili zastosować je w gośćcu (tym mianem określano jedną z chorób reumatycznych), odniesiono spektakularny sukces. Po raz pierwszy wstrzyknięto 100 mg kortyzonu 29-letniej pacjentce, cierpiącej od 4 lat na tak zaawansowany reumatyzm, że mogła tylko z trudnością się poruszać. Zastrzyki ponowiono w kolejnych dniach, a już czwartego dnia pacjentka ta poruszała się bez większych trudności i bólów, zaś po tygodniu można ją było spotkać w mieście na zakupach. Wyniki przeszły najśmielsze oczekiwania. Doświadczenie powtórzono z grupą 14 osób a jego zadziwiające efekty zaprezentowano publicznie na kongresie amerykańskich lekarzy w Atlantic City. Żywo opisuje to Bronisław Filipowicz w książce Hormony, eliksiry życia4:
Niestety - już od początku okazało się, że wpływ hormonów jest tylko doraźny i aby go zachować, trzeba je było powtarzać:
Nie wpłynęło to jednak w żaden sposób na wzrost zapotrzebowania na nie. Początkowo były one droższe czterokrotnie od złota o tej samej wadze. Ich ceny spadły, wraz z odkryciem sposobu masowej produkcji. Historia ta została przedstawiona w drugiej części filmu Zapomniany geniusz - Percy Julian5, w którym również możemy zobaczyć fragmenty nagrań obrazujących „cudowne” przemiany po podaniu kortyzonu u pacjentów cierpiących na reumatyzm. Hormony te działają przeciwzapalnie, przeciwalergicznie i immunosupresyjnie hamując odpowiedź immunologiczną organizmu. Działanie we wspomnianych powyżej chorobach polegało na wyłączeniu układu odpornościowego, który atakował swój organizm. W późniejszym okresie okazało się jednak, że jest to broń obosieczna - hormony te mają bardzo dużo działań niepożądanych i dają dużo powikłań. Ich stopień zależy oczywiście od dawki i długości leczenia, która początkowo była o wiele wyższa, jednak trudno zakładać, że istnieje jakakolwiek dawka lecznicza niewpływająca negatywnie w dłuższym czasie na zdrowie. Glikokortykosteroidy oprócz zaburzeń wodno-elektrolitowych, naczyniowych, tkanki łącznej czy skóry wykazują działania uboczne na układ nerwowy. W efekcie mogą wywoływać czy nasilać skłonności depresyjne i maniakalne. Widać to wyraźnie na przykładzie młodych ludzi zażywających steroidy dla stymulowania siły organizmu6. Jest to szczególnie zatrważające, gdy popatrzymy na statystyki WHO, z których wynika, że depresja jest obecnie czwartym, a za 10 lat ma być drugim problemem zdrowotnym na świecie7. Dlaczego steroidy mają takie działanie? Podawane w postaci farmakologicznej hormony zastępują działanie hormonów organizmu, a przy tym na drodze sprzężenia zwrotnego hamują ich wydzielanie (może dojść nawet do wydzielniczej blokady kory nadnerczy, czego konsekwencją może być również zgon). Ich działanie lecznicze polega na niwelowaniu reakcji zapalnej, nie regulują jednak wewnętrznego wzorca, który doprowadza do patologicznego jej nasilenia. Dodatkowo zaburzają wewnętrzną równowagę i organizm broni się przed nimi wytwarzając objawy niepożądane. contraria contrariis curantur – przeciwne leczy się przeciwnym Nie twierdzimy, że jako leki nie są one potrzebne - w pewnych sytuacjach są rzeczywiście niezbędne. Jednak ich powszechne nadużywanie i obstawanie przy obecnym modelu zdrowia, który prowadzi w praktyce do utożsamienia leczenia ze zdrowieniem, nie jest zdrowe i w rzeczywistości nie zapewnia dobrych rokowań dla populacji ludzkiej. Jest to prawdopodobny z powodów, przez które medycyna tak znacznie traci zaufanie swoich pacjentów - w latach 1960-2002 spadło ono z 73% do 29%. Zdrowieć może jedynie sam organizm, a leczenie nakierowane na objawy może ten proces wprawdzie czasami ułatwić, ale też często działa hamująco na rzeczywiste zdrowienie. Medicus curat, natura sanat - lekarz leczy, natura uzdrawia. Samo ograniczenie stosowania lekarstw konwencjonalnych nie jest rozwiązaniem wystarczającym. Konieczna jest jeszcze zmiana całościowego podejścia do zdrowia. To proponuje homeopatia, która umożliwia realizację tego również w praktyce. Pobudzając organizm do samozdrowienia kieruje go ku rzeczywistemu zdrowiu. Wszystkim, którzy nie widzą problemu w myleniu leczenia ze zdrowieniem i nadal obstają przy biomedycznym widzeniu człowieka, dedykujemy sparafrazowany fragment piosenki Boba Dylana, Blowin' in the wind:
Przypisy: 1. Antybiotyki, artykuł dr. n. med. Pawła Grzesiowskiego i mgr. Jarosława Walorego z Zakładu Immunologii i Profilaktyki Zakażeń Centralnego Laboratorium Surowic i Szczepionek w Warszawie [↑wróć] 2. Serial BBC Dzieciaki XXI wieku jest zaplanowaną na 20 lat obserwacją rozwoju 25 angielskich dzieci prowadzoną pod nadzorem profesora Roberta Winstona - w odcinku 24-godziny z 2008 roku rzuca się w oczy ogromna niesamodzielność i małe zaangażowanie społeczne badanych dzieci (np. poświęcają one na prace domowe średnio 4 minuty dziennie) [↑wróć] 3. Narcyzm. Zaprzeczenie prawdziwemu Ja, Alexander Lowen, Agencja Wydawnicza Jacek Santorski & Co Warszawa 1995 [↑wróć] 4. Hormony, eliksiry życia, Bronisław Filipowicz, PWN, Biblioteka Problemów t.100, 1966 [↑wróć] 5. Zapomniany geniusz, Da Vinci Learning, Nova 2007 [↑wróć] 6. Chłopcy na testosteronie (Testosterone Boys), BBC 2002 - film dokumentalny przedstawiający zachowania młodych ludzi uprawiających kluturystykę [↑wróć] 7. WHO - Mental Health, Depression [↑wróć] |
