Czy „ślachetne zdrowie” jest czymś istotnym? A co by było, gdyby się okazało, że źle rozumiesz pojęcie „zdrowie”? Czy w praktyce zmieniłyby się Twoje działania? Czytaj o tym, jak definiuje się zdrowie i co z tego (nie) wynika... |
| Czy medycyna konwencjonalna opiera się na teoriach naukowych? |
|
Oszałamiający w ostatnich latach rozwój medycyny może tworzyć wrażenie, że wydłużanie życia człowieka nie ma praktycznie granic, zaś ogólny stan zdrowia populacji ludzkiej będzie się ciągle poprawiał. Naukowcy i lekarze snują nawet wizje, że dzisiejszy człowiek biologiczny „wyewoluuje” w przyszłości w cyborga lub ultraczłowieka. Pomijając w tym miejscu aspekt techniczny niewykonalnych obecnie przeszczepów mózgu, można żywić jednak pewne obawy. Z jednej strony wiążą się one z odczłowieczeniem, a właściwie umaszynowieniem człowieka, z drugiej zaś pojawia się pytanie - w jakim kierunku faktycznie zmierza medycyna? W ostatnich dziesięcioleciach rzeczywiście udało nam się opanować wiele chorób. Antybiotyki i szczepienia zmniejszyły zagrożenia związane z bakteriami i wirusami, a tym samym niechybnie przyczyniły się do wydłużenia ludzkiego życia. Zrozumienie anatomii, fizjologii i biochemii ludzkiego organizmu pozwala wpływać na jego funkcjonowanie za pomocą rozmaitych zabiegów medycznych oraz środków farmakologicznych. Czy możemy być jednak pewni, że długofalowo takie postępowanie rzeczywiście podnosi poziom zdrowia? Czy medycyna opiera się na jakiejś teorii, która pozwalałaby na przewidzenie, czy ewentualnie ukierunkowanie jej postępów i dała odpowiedź na ważkie pytanie - Quo vadis medicinae (dokąd zmierzasz medycyno)? Sztuka leczenia towarzyszy człowiekowi praktycznie od zarania, bo zawsze istniała potrzeba wspierania organizmu, tam gdzie on sam nie mógł sobie poradzić. I często nie dawał rady - ludzie żyli krócej, umierali młodo, wielokrotnie z przyczyn, które obecnie uznajemy za błahe. Same prapoczątki medycyny giną w mrokach dziejów, a jej skuteczność rzeczywiście pozostawiała wiele do życzenia. Stosowano wprawdzie różne sposoby „ludowe”, ale trudno dzisiaj rozeznać się w galimatiasie dawnych wierzeń i metod. Traktuje się je obecnie raczej jako ciekawostkę etnograficzną1 - nawet jeżeli były w niej zawarte cenne obserwacje, wnioski czy praktyki (czy ktoś dzisiaj stosuje domowe sposoby swoich babć, np. tarte jabłko przy biegunce? Czy to aby na pewno nieskuteczny „zabobon”?). Za ojca nowoczesnej zachodniej medycyny racjonalnej uznaje się Hipokratesa. To w jego czasach zaczęto spisywać medyczną wiedzę i podejmować próby racjonalnego wnioskowania. Stosowana wówczas medycyna miała charakter zachowawczy, ale też zadziwiająco dobrze radziła sobie np. z częstymi z powodu wojen urazami. Jeśli chodzi o przesłanki teoretyczne to, jak powszechnie wiadomo, sam Hipokrates kierował się teorią czterech płynów ustrojowych, czyli humorów i odpowiadającym im temperamentom. Ziarno prawdy musiało w tym być, bo któż i dzisiaj nie rozróżnia choleryka od flegmatyka? Ta pierwsza próba usystematyzowania ludzkich chorób wraz z towarzyszącymi im z zachowaniami raczej nie znajduje dzisiaj uznania. Już w czasach Hipokratesa pojawili się sceptycy, którzy większą wagę przykładali do efektów leczenia niż rozpatrywania możliwych przyczyn chorób. Czytamy o nich w Ilustrowanej Historii Medycyny2:
Jak wiemy np. z historii fizyki, znalezienie prawidłowości może zdecydowanie pchnąć do przodu daną dziedzinę, ale także umożliwić jej szersze praktyczne zastosowanie. Rozwój nowoczesnej medycyny początkowo przynosił wręcz „cudowne” środki dające ulgę schorowanym pacjentom. Pierwsze leki steroidowe podawane chorym np. cierpiącym na długoletni reumatyzm wręcz „przywracały ich do życia” - umożliwiając normalne funkcjonowanie3. Pierwsze antybiotyki potrafiły zadziwiająco szybko leczyć groźne stany zapalne, często ratując życie pacjentom. Z biegiem czasu okazało się, że samo wpływanie na mechnizmy to nie wszystko. Tak popularne obecnie leki steroidowe wykazują wiele działań niepożądanych i powinny być stosowane bardzo ostrożnie. Zaś nadużywane antybiotyki nie tylko tracą swoją moc, ale często powodują zmianę równowagi bakteryjnej w organizmie, co może się przyczyniać do otyłości czy grzybicy. Nie znamy też odległych konsekwencji ich wpływu na centralny układ nerwowy, a ten jest przecież tak nierozerwalnie związany z psychiką... Obecna medycyna jawi się zdecydowanie jako dziedzina czysto empiryczna oparta na znajomości mechanizmów funkcjonowania organizmu, a jej chlubą są liczne badania kliniczne (tzw. EBMEvidence Based Medicine - Medycyna Oparta na Faktach). Jednak biorąc pod uwagę narastające stosowanie środków farmakologicznych brak uleczalności chorób przewlekłych, na które choruje coraz więcej osób w coraz młodszym wieku, może warto by się zastanowić nad teoretycznymi przesłankami jej działania. O dziwo zrobił to Samuel Hahnemann, twórca homeopatii. Określając medycynę konwencjonalną jako alopatię stwierdził, że działa ona przeciwnie do objawów chorobowych: contraria contrariis curantur – przeciwne leczy się przeciwnym I rzeczywiście miał rację! Jeśli się zastanowić, to praktycznie wszystkie środki, metody i sposoby leczenia medycyny konwencjonalnej są skierowane przeciwnie do objawów (pomijamy tu profilaktykę i suplementację). Ciekawą lekcję daje nam w tym kontekście zastosowanie antybiotyków. Wprawdzie niby skierowane są one przeciwko bakteriom, ale niszcząc również pożyteczną florę bakteryjną zaburzają całą równowagę organizmu. Najczęściej to nie bakterie są problemem, bo one atakują organizmy osłabione, które na to pozwalają. Ich atak jest przeważnie skutkiem, przejawem wewnętrznego stanu, a nie pierwotną przyczyną zewnętrznej choroby, z którą je utożsamiamy. Nikt jednak nie bada, jakie stany emocjonalne mogą być powiązane z konkretnymi chorobami. Stosowane przez homeopatów całościowe podejście z równoczesną indywidualizacją wydaje się mieć głębokie uzasadnienie. Sprawniejszy, zdrowy organizm sam się potrafi obronić przed większością bakterii. No i właśnie na przykładzie bakterii dzięki temu, że szybko się rozmnażają, możemy prześledzić do czego prowadzi stosowanie leków skierowanych przeciwko działaniom organizmu. Pojawia się ich lekooporność - przystosowują się i przestają reagować na skierowane przeciwko nim substancje. Program ochrony antybiotyków może to zjawisko tylko rozciągnąć w czasie - ewolucyjnie jest ono wpisane bowiem w naturę interakcji bakteria-antybiotyk. Tak być po prostu musi i praktyka potwierdza to, co opisał Hahnemann. Może jednak warto zastanowić się nad przesłankami teoretycznymi medycyny, zanim się okaże, że jej praktyka osiągnęła właśnie szczyt krzywej dzwonowej i dalej już będzie z górki? Tyle że ta górka to zdrowie i życie nas wszystkich... Czy medycyna konwencjonalna poradzi sobie bez antybiotyków? Jeśli chodzi o dobrze zastosowaną homeopatię, to ona już sprawdza się w praktyce w wielu takich sytuacjach. Przypisy: 1. MEDYCYNA LUDOWA, Chłopski rozsądek czy gminna fantazja?, Zbigniew Libera, Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego, Wrocław 1995 [↑wróć] 2. ILUSTROWANA HISTORIA MEDYCYNY, Albert Lyons, Joseph Petrucelli, Penta 1996 [↑wróć] 3. Zapomniany geniusz - Percy Julian, Da Vinci Learning, Nova 2007 [↑wróć] |
