O homeopatii, zdrowiu... i nie tylko.
Czy antybiotyki wypływają na psychikę?

Od czasu przypadkowego odkrycia wpływu penicyliny na bakterie, dokonanego przez szkockiego bakteriologa Aleksandra Fleminga w 1928 roku, antybiotyki zostały przebadane wzdłuż i wszerz. Wydaje się, że wiemy o nich praktycznie wszystko. Ostatnio również to, że ze względu na narastające uodpornienie bakterii antybiotyki stają się coraz mniej skuteczne, a ich era dobiega końca. Zabijanie lub hamowanie wzrostu bakterii to ich główny obszar zastosowania, jednak rosnące koszty nadmiernej antybiotykoterapii oraz liczne efekty uboczne, w tym tak nieoczekiwane jak wzrost masy ciała, rodzą niepokój względem ich rzeczywistego długofalowego wpływu na człowieka. Ostatnie odkrycia mechanizmów ich działania na układ nerwowy skłaniają do zastanowienia nad istotnym brakiem badań ich wpływu na psychikę oraz geny.

Liczne grupy badaczy zajmują się obecnie mechanizmami wpływu popularnych antybiotyków na biochemię komórek nerwowych. W jednym z badań wykazano, że znane od lat beta-laktamy indukują ekspresję białka odpowiedzialnego za wychwyt ze szczelin synaptycznych połączeń nerwowych jednego z neurotransmiterów - glutaminianu. Antybiotyki z innej grupy - tetracyklin - hamują proces glejozy, czyli zastępowania komórek nerwowych przez komórki glejowe. Inny antybiotyk: kliochinolon, stosowany dawniej na biegunki, obecnie dopuszczony tylko zewnętrznie, blokuje zmutowane geny odpowiedzialne za rozwój choroby Huntingtona.

Prowadzący badania naukowcy są pełni optymizmu, bo np. leczone w ten sposób myszy chorujące na stwardnienie zanikowe boczne zachowywały sprawność mięśni i koordynację ruchów. Grupa małp zarażonych HIV wykazywała mniej patologicznych zmian w mózgu, mniejszy odczyn zapalny i niższe stężenie wirusa. U zwierząt z genami choroby Huntingtona wyraźnie zmniejszały się objawy choroby, a ich przeżycie wzrastało o 20%.

Wydaje się, że ten kolejny sukces medycyny niesie duże nadzieje na leczenie wielu przewlekłych chorób neurodegeneracyjnych. Jest całkiem możliwe, że w pojedynczych schorzeniach, jak np. choroba Huntingtona taki sposób leczenia przyniesie chorym zdecydowaną ulgę. Jednak badania na myszach nie są dobrym wyznacznikiem dla chorób i stanów człowieka. Patrząc szerzej na tę kwestię warto zauważyć, że wpływ na układ nerwowy nieodzownie musi wiązać się z wpływem na psychikę. Dziwić powinno, że lekarze tego w sumie nie brali i nie biorą pod uwagę. Mimo kilkudziesięciu lat stosowania antybiotyków nie wiemy w rzeczywistości, jak długofalowo mogą one zmieniać stan psychiczny u osób je stosujących. Uwzględniając zasadę przekory Le Chatelier-Brauna, która pokazuje, że układ stara się wrócić do obranego wzorca, można założyć, że sprawny organizm powinien sobie z takim przesunięciem równowagi raczej poradzić. Jednak przy dużej liczbie jednocześnie stosowanych substancji chemicznych, np. u osób starszych, już pojedynczy antybiotyk może przechylić szalę ich działania i wpłynąć znacząco niekorzystnie na stan zdrowia i samopoczucia.

Przykładem obserwacji takiego ujemnego wpływu antybiotyków na stan psychiki mogą być choćby autobiograficzne wspomnienia wnikliwego obserwatora jakim był Stanisław Grzesiuk. W swojej książce „Na marginesie życia1 opisującej leczenie gruźlicy w powojennej Polsce, odnotował:

Gorzej ze streptomycyną wywołuje u mnie zaburzenia pamięci i systemu nerwowego. Znam już to uczucie z poprzednich kuracji. Dopiero w jakiś czas po zakończeniu kuracji wracam do normalnego stanu.

Komu jak komu, ale temu człowiekowi trudno zarzucać przewrażliwienie... Jaki zatem może być rzeczywisty wpływ antybiotyków na stan psychiki? Czy potrafimy dostrzegać tylko tak wyraźne oddziaływania jak w przypadku streptomycyny? Czy obserwacje działania na układ nerwowy mogą zastąpić badania wpływu na stan psychiki? Dotychczasowe doświadczenia ze stosowaniem antybiotyków i leczeniem chorób przewlekłych (nigdy wyleczeniem), a także nieustannie pogarszający się, a pomijany w takich badaniach, stan psychiczny całej populacji pozwalają żywić obawy, że stosowanie antybiotyków długofalowo może nie być wcale takie korzystne dla gatunku ludzkiego jak to potocznie przyjmujemy. Tak ukierunkowane postępowanie nie buduje zdrowia, a jedynie usuwa objawy - działa analogicznie do kredytu bankowego. Najlepiej jest przez jakiś czas na początku... schody zaczynają się później.


Przypisy:
1. Na marginesie życia, Grzesiuk Stanisław, 1964, KSIĄŻKA I WIEDZA [↑wróć]
 
Informacje zawarte na stronach homeopathica.pl nie zastępują konsultacji medycznej, ani nie zwalniają z odpowiedzialności za swoje zdrowie.