O homeopatii, zdrowiu... i nie tylko.
Homeopatia - największe oszustwo w historii medycyny?

W witrynie internetowej o charakterystycznej nazwie psychomanipulacja.pl znajdujemy stronę ze zbiorem tekstów poświęconych homeopatii opatrzoną tytułem: „Homeopatia - największe oszustwo w historii medycyny?” Tekstów jest kilka, ale wiąże je myśl przewodnia, że homeopatia jest oszustwem. Przykre to doświadczenie, gdy lekarz skutecznie stosujący przez wiele lat tę metodę u swoich pacjentów, pomagający im wyzdrowieć z wielu chorób, przy których często medycyna konwencjonalna rozkładała bezradnie ręce, chroniący ich przed zbędnym zażywaniem wielu środków farmakologicznych, spotyka się z takim stwierdzeniem padającym ze strony utytułowanych osób. Odłóżmy jednak na bok przykrości i na spokojnie rozpatrzmy zarzuty przedstawione w jednym z tekstów - weźmy pierwszy z góry: Homeopatia - kpiny z medycyny.

Zanim przejdziemy do analizy przedstawionych argumentów, zadajmy sobie pytanie - o co właściwie autorowi chodzi? Skąd taka zapalczywość w jego słowach?
Najważniejsze zarzuty i odpowiedzi na nie oznaczymy cyframi w kolejności występowania:

  1. Pierwsze słowa tekstu krytykującego homeopatię: „Nic”, „zero”, „ujemna próżnia” mają wskazywać na fakt, że w lekach homeopatycznych nie ma ani odrobiny materii z pierwotnej substancji, z której lek był wykonany. Potwierdzamy, że jest to oczywiście prawda. Nie oznacza to jednak wcale, że leki homeopatyczne nie mogą nieść informacji. Czym się różni zapisana karta pamięci flash, od karty niezapisanej? Czy jej zmianę strukturalną moglibyśmy stwierdzić bez odpowiedniego czytnika? W przypadku leków homeopatycznych „czytnikiem” jest żywy organizm taki jak np. człowiek. Problem polega na tym, że skala utkania świata, z jaką mamy do czynienia w przypadku leków homeopatycznych, jest niewspółmiernie mniejsza od tego, co się stosuje w jakiejkolwiek elektronice i nie ma jak takich „odczytów” zmierzyć.
  2. W kolejnym zdaniu autor stwierdza, że „To interes wszechczasów. Sprzedawać nic za pieniądze”. Rzeczywiście, homeopatia jest u nas w pełni odpłatna i pacjenci sami, ze swoich własnych kieszeni, pokrywają koszty wizyt i leków. Często potrafią tak przez lata trwać całymi rodzinami przy swoim lekarzu, który pomaga im w różnych problemach zdrowotnych. Czy jest to jakaś forma uzależnienia? Leki homeopatyczne można przecież, w przeciwieństwie do wielu leków chemicznych, odstawić w każdej chwili, a z lekarza po prostu zrezygnować. Co zatem powoduje, że mając prawa do korzystania z usług NFZ, pacjenci rezygnują z nich i sami opłacają sobie inny rodzaj leczenia? Z ich relacji wynika, że są po prostu takim leczeniem usatysfakcjonowani. Widzieli na przykład, jak ich dzieci wcześniej wielokrotnie chorowały mimo zażywania kolejnych antybiotyków, a teraz jeśli choroba przyjdzie to na krótko, bo organizm lepiej potrafi sobie radzić. Pamiętają też często swoje nieprzyjemne dolegliwości, z którymi lekarze konwencjonalni nie potrafili się uporać - a jednak na homeopatii „się wzięło i wyleczyło”. 
    A co do sprzedaży, to zastanówmy się, co jest obecnie najbardziej chodliwym towarem? Co jest najbardziej pożądane i za co najwięcej się płaci? Tak, oczywiście - za informację! A jak ją właściwie można zdefiniować, określić? Takie coś, z takim czymś, bez takiego czegoś? Dokładnie tak! Nauka w rzeczy samej nie potrafi jakościowo zdefiniować czegoś tak podstawowego jak informacja. Przecież nie jest to zadrukowana książka, ani przenośny dysk twardy. Nie jest to światło słoneczne, ani księżycowe, nie są to cząsteczki chemiczne, ani kryształy minerałów. No to co to jest? Jeśli odejmiemy strukturę (a przecież przenoszona treść nie musi zależeć od nośnika), to zostaje „nic” właśnie. „Nic” - czyli wzór. Żyjemy w epoce informacji i jeżeli ktoś potrafi znaleźć to właściwe „nic” , to wcale jeszcze nie znaczy, że nic z tego nie wynika. I właśnie to doceniają świadomi pacjenci.
    A czyż interesem wszechczasów nie jest tak naprawdę stosowanie leków chemicznych, które działając tylko na objawy chorób przewlekłych, są zalecane przez lekarzy już do końca życia? Bez odwołania, najczęściej bez możliwości odstawienia czy wyleczenia? I coraz więcej i więcej, i więcej? Czy to jest aby na pewno dla zdrowia pacjentów?
  3. Kolejna fraza artykułu stwierdza: „Technologia produkcji leków homeopatycznych polega na wielokrotnym rozcieńczaniu różnych substancji wybranych przy pomocy klucza okultystyczno-astrologicznego”. Wiemy wprawdzie, jak powstają leki homeopatyczne i że są one wykonywanie zgodnie z zapisami zawartymi w obowiązującej farmakopei, ale o żadnym takim kluczu nigdy nie słyszeliśmy - prosimy o jakieś odnośniki czy teksty źródłowe.
    A czy taka informacja zawarta w leku może być „kosmiczna” albo „duchowa”? Nie wiemy do końca, co autor przez to rozumie, ale jeśli chodzi o przenoszenie przez lek zapisu niematerialnej informacji, to jak najbardziej może mieć to miejsce. I tłumaczenie kolejny raz, że homeopatia nie opiera się na rzeczach materialnych, co homeopaci chętnie potwierdzają, zdaje się być albo nadużyciem cierpliwości czytelnika, albo próbą wywarcia na niego jakiegoś wpływu. Ile razy można powtórzyć argument, że w lekach homeopatycznych nie ma materii leczniczej? No przynajmniej kilkakrotnie w jednym artykule. Czy ma to coś wspólnego ze sposobem psychomanipulacji określanym jako „technika zdartej płyty”? Tego nie wiemy, ale zamiast powtarzać te same kwestie na różne sposoby, chyba lepiej byłoby zastanowić się, czym właściwie jest materia? A może to właśnie materii nie ma, a to co odczuwamy materialistycznie, jest tylko złudzeniem? Taka myśl może się nasunąć szczególnie po obejrzeniu animacji odzwierciedlającej skalę utkania świata, w którym żyjemy. Tworzą nas jakieś drgania? Ale co drga? Może Bóg? Animacja ta na końcu, wprawdzie nieco żartobliwie, skłania do kolejnej refleksji związanej ze słynnym wzorem Einsteina, pokazującym, że masę można zamienić na energię: E=mc2. Skądinąd wiemy, że światło można i bez takiej zamiany jednocześnie opisać jako falę i cząstkę, co rzeczywiście trudno zrozumieć. Tak jak o tym wspomnieliśmy w tekście o interpretacji wyznaczającej kierunek działania,  około roku 1900 większość fizyków była przekonana, że w fizyce nie można już niczego odkryć, po czym nastąpiła seria największych odkryć w tej dziedzinie. Może i dzisiaj warto by zachować wstrzemięźliwość i nie przesądzać o tym, czego nie wiemy i czego nie rozumiemy. Poglądy ściśle materialistyczne nie wyglądają dobrze ani w praktyce, ani w teorii. A jak widać po przywódcy rewolucji, nie są też zdrowe.
  4. Nieco niepokojące może się wydać stwierdzenie autora o tym jak powstała idea homeopatii: „Według odkrywcy stało się to podczas seansu spirytystycznego”. Niepokój jednak mija, gdy zauważamy, że nikt z krytyków nigdy nie podaje miejsca, gdzie należałoby szukać zapisów potwierdzających takie zdarzenie. Natomiast z pewnością można znaleźć zachowane zapisy, że homeopatia została odkryta na drodze wieloletnich badań zapoczątkowanych próbą z korą drzewa chinowego. Hahnemann rozwijał tę dziedzinę prawie 40 lat , co robi wrażenie, gdy przypomnimy sobie, że Darwin opracowywał swoją teorię przez lat 20. Przetrwało sporo manuskryptów dokumentujących pracę Samuela Hahnemanna i nie wskazują one na jakąś szczególną teorię, pod której był wpływem - raczej na jego otwarty umysł badacza, który nie boi się zgłębiać tego, co odkrył i poprawiać tego, co uznał w swojej metodzie za mało skuteczne.
  5. Trudno powiedzieć, czy porównanie przez autora Organonu, podstawowego dzieła homeopatycznego, z Biblią jest w jakimkolwiek zakresie uzasadnione i to raczej teologowie powinni wnosić tu swoje zastrzeżenia. O niematerialności, czyli „duchu” informacji wspomnieliśmy już w punkcie 3. To co na pewno wiadomo odnośnie tego dzieła, to to, że Organon był wielokrotnie zmieniany i poprawiany przez jego autora w ciągu kilkudziesięciu lat, przez co doczekał się 6 kolejnych wydań. Porównując je można prześledzić zmiany, jakie Hahnemann wprowadzał w procesie leczenia i analizy homeopatycznej na podstawie prowadzonych badań i dociekań.
    Zauważmy też, że wielokrotne studiowanie i weryfikowanie w praktyce jakiejkolwiek książki pozwala - z jednej strony ją poznać, z drugiej potwierdzić lub obalić. Szerzącą się plagą stają się obecnie niekompetentne osoby, które wypowiadają się na tematy, które znają tylko powierzchownie, nie wspominając nawet o zastosowaniu praktycznym. Hahnemann oczywiście popełniał błędy, które zapisał również w Organonie, ale nie dyskredytują one wielu wnikliwych obserwacji i wniosków, które tam zawarł. Porównywanie jego, opartych na obserwacjach, logicznych wniosków, których zrozumienie do dzisiaj najwyraźniej stwarza lekarzom problemy, z „partyjnym bełkotem”, może rzeczywiście wyglądać jak rodem z minionej epoki.
  6. Jeśli zaś chodzi o zrozumienie zasad homeopatii, to zapraszamy do regularnego odwiedzania naszej witryny - ciągle ją uzupełniamy. Już teraz jednak wyjaśniamy np., że w tej metodzie chodzi o podobieństwo do objawów, a nie do patogenu (to byłaby izopatia, a nie homeopatia). W kilku miejscach piszemy też o potencjonowaniu (raczej takie określenie przyjęło się w homeopatii niż „potencjalizacja”) - w celu znalezienia wyjaśnień i opisów tego procesu zachęcamy do skorzystania z wyszukiwarki pod logo strony - trzeba jednak szukany wyraz wpisać poprawnie, bo inaczej można go nie znaleźć. Piszemy też o skutkach działań skierowanych przeciwko patogenom na organizm człowieka i o tym, że brak zrozumienia podstaw teoretycznych medycyny konwencjonalnej niekoniecznie jest zdrowy dla pacjentów. O ograniczeniach wiedzy współczesnej pisaliśmy powyżej w punkcie 3. Nasuwa się tu ciekawa refleksja, że w kwestiach naukowych wyjaśnień lekarze z jakiegoś powodu mają mniej wątpliwości niż fizycy.
  7. Odnośnie badań, a właściwie metaanaliz zastosowanych wobec homeopatii, to nie używamy tak mocnych słów, ale podejście naukowców, którzy napisali publikację, opublikowaną w piśmie Lancet w 2005 roku rzeczywiście pozostawia wiele do życzenia. Czy pisma naukowe są tak wolne od uprzedzeń w stosunku do homeopatii, jak być powinny? Taka refleksja przychodzi na myśl, gdy przypomnimy sobie inne nagłośnione podejście krytyczne. Redaktorzy innego dużego pisma o nazwie Nature wpadli na „ciekawy” pomysł zaangażowania iluzjonisty przy kontroli badań homeopatycznych. Pozostaje jednak wątpliwość, czy to jeszcze nauka, czy już sztuczka?
  8. Jeśli chodzi o rolę lekarzy homeopatów we współczesnej medycynie, to czy oni właśnie w praktyce nie wdrażają ochrony zagrożonych antybiotyków, czy nie oni zmniejszają narażenie pacjentów na coraz liczniejsze działania niepożądane leków, o których ostrzega dr Jarosław Woroń z Uniwersyteckiego Ośrodka Monitorowania i Badania Niepożądanych Działań Leków Zakładu Farmakologii Klinicznej Katedry Farmakologii CM UJ w Krakowie:

    AKTUALNE PROBLEMY MONITOROWANIA NIEPOŻĄDANYCH DZIAŁAŃ LEKÓW
    POLEKOWE DZIAŁANIA NIEPOŻĄDANE

    • plasują się w pierwszej dziesiątce przyczyn zgonów
    • 20% środków finansowych przeznaczanych na ochronę zdrowia jest zużywanych w związku z niepożądanym działaniem leków
    • 10-15% hospitalizacji związane jest z polekowymi działaniami niepożądanymi
    • 5-9% kosztów szpitalnych to koszty terapii niepożądanych działań leków
    • 30-60% przypadków działań niepożądanych można zapobiec

    I nie bardzo rozumiemy, dlaczego autor proponuje, by tak działającym dla zdrowia i dobra pacjentów lekarzom odbierać dyplomy? Czy jest coś złego w przestrzeganiu starej medycznej zasady primum non nocere (po pierwsze nie szkodzić)?
  9. Autor pisze na koniec, że nie sprzeniewierzy się prawdzie naukowej i zdrowemu rozsądkowi. Co jednak zrobić, jeśli z jednej strony wielu rzeczy nie potrafimy naukowo wyjaśnić, a z drugiej teoretyczno-badawcze podstawy medycyny konwencjonalnej prowadzą do stosowania coraz większej liczby lekarstw  (np. pacjent zażywa zgodnie z zaleceniami lekarzy codziennie 37 pigułek), których interakcji naukowo zbadać się nie da? Czy takie sprzeczne ze sobą dyrektywy kierowane do współczesnych lekarzy są dobrym wyznacznikiem zdrowego rozsądku? A może to właśnie dzięki homeopatii jest szansa na praktyczne wdrożenie zdroworozsądkowego podejścia, potwierdzonego naukowo, np. w sytuacji, gdy większe korzyści może przynieść odstawienie części lekarstw farmakologicznych u osób starszych niż ich dodawanie

Podsumowując zarzuty wobec homeopatii i homeopatów, które zostały przedstawione w tekście, wyrażamy pogląd, że wiele zer nie zastąpi jednak merytorycznej treści argumentów.

Szerzej o tym, w jaki sposób od 200 lat krytykuje się homeopatię, można poczytać w rozprawie habilitacyjnej dr Aleksandry Wejmann-Sowińskiej: Wiarygodność źródeł informacji w odniesieniu do homeopatii. Analiza krytyczna1:

WiarygodnoscKrytykiHomeopatiiNa dostępną informację o homeopatii składają się nie tylko publikacje znawców przedmiotu, ale także wrogie wystąpienia krytyczne, a nawet trywialne napaści, urągające wymogowi informacyjnej poprawności, a mimo to często sugestywnie opiniotwórcze, gdyż adresowane są do osób (także lekarzy) nieposiadających bliższych wiadomości z tej dziedziny. Cechujące homeopatię nowatorstwo założeń teoretyczno-praktycznych wymaga dogłębnego przestudiowania i sprawdzenia przed sformułowaniem jakiegokolwiek merytorycznego osądu. Jednak ignorując ten fundamentalny warunek, opublikowano dotychczas niezliczone opinie negatywne.

Pozostaje pytanie - dlaczego w obronie „słusznych zasad medycyny” postępuje się tak bezpardonowo wobec homeopatii? Czyżby było to „konieczne kłamstwo”2 - by zagłuszyć wewnętrzny głos sumienia i zadusić tę prostą prawdę, głoszoną przez homeopatów, że leczenie to nie zdrowienie? To rzeczywiście może wyglądać na największe oszustwo w historii medycyny. Na szczęście sporo osób, w tym lekarze, to wyczuwa i mimo tak intensywnych wysiłków nie daje się zwieść argumentacyjnym zerom mającym uwiarygodnić te ataki na homeopatię.


Przypisy:
1. Wiarygodność źródeł informacji w odniesieniu do homeopatii. Analiza krytyczna, dr Aleksandra Wejmann-Sowińska, Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, Łódź 2008 [↑wróć]
2. Konieczne kłamstwa, proste prawdy, Daniel Goleman 1985, Wydawnictwo Prima/Albatros 1999 [↑wróć]
 
Informacje zawarte na stronach homeopathica.pl nie zastępują konsultacji medycznej, ani nie zwalniają z odpowiedzialności za swoje zdrowie.